Svalbard - w poszukiwaniu misia polarnego


SVALBARD - W POSZUKIWANIU MISIA POLARNEGO


Akweny dalekiej północy oraz regiony arktyczne od zarania dziejów fascynowały żeglarzy, podróżników i polarników. Swoją niedostępnością i surowością przyciągały niczym magnes. Na przestrzeni wieków wielu śmiałków prowadziło ekspedycje i badania naukowe w bardzo surowych arktycznych warunkach. To właśnie trudne warunki atmosferyczne sprawiają, iż regiony te nie są tak atrakcyjne i przy tym bardzo wymagające dla żeglarzy. Na rejsy wybierają się tylko nieliczni. Wśród grupy osób zafascynowanych Arktyką znalazła się załoga jachtu, która postanowiła odbyć rejs po akwenach północnego Svalbardu odwiedzając nie tylko Spitsbergen, ale także Ziemię Księcia Karola.


Załogę arktycznego rejsu stanowiło siedem niezwykłych osób, których połączyła pasja do morza, żeglowania, a także chęć aktywnego spędzenia czasu w bardzo ciekawym i wymagającym regionie świata.


Celem rejsu było odwiedzenie trudnodostępnych miejsc znajdujących się w północnej części archipelagu Svalbard na wyspach - Spitsbergen oraz na Ziemi Księcia Karola. Ramowy plan zakładał wyjście z mariny w Longyearbyen, następnie zawitanie do takich miejscowości jak: Barentsburg czy Ny-Alesund. Trasa rejsu była jednak ściśle uzależniona od pozwolenia wydanego przez gubernatora Svalbardu, a także od pogody, która w Arktyce bardzo szybko się zmienia. Trzeba było brać pod uwagę ewentualną modyfikację trasy rejsu ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne.


Rejs rozpoczęliśmy od wyjścia z mariny w Longyearbyen - miasta będącego stolicą Spitsbergenu. Po przylocie do stolicy Spitsbergenu nastąpiło zaokrętowanie załogi oraz wspólny spacer po mieście. Był to czas, aby zapoznać się z Longyearbyen, odwiedzić muzeum, zrobić ostatnie przed rejsem zakupy spożywcze, ale także wysłać kartki i kupić pamiątki z Arktyki.


Drugiego dnia pobytu w stolicy Spitsbergenu wypływamy z Longyearbyen kierując się w stronę Poolepynten (78°26,7´N 11°49,2´E), regionu znajdującego się na Ziemi Księcia Karola - najbardziej na zachód wysuniętej wyspie archipelagu Svalbard. Miejsce to jest obszarem, w którym można spotkać wylegujące się na kamienistej plaży morsy. Nam również udało się zobaczyć i sfotografować te piękne zwierzęta. Na Ziemię Księcia Karola dostajemy się za pomocą motorówki znajdującej się na jachcie. Około godziny 22:30 dobijamy do brzegu, gdzie czeka nas kilkukilometrowy spacer do Poolepynten. Wycieczkę odbyliśmy w godzinach wieczorno-nocnych, lecz nie przeszkadzało to w fotografowaniu i filmowaniu, ponieważ podczas naszego rejsu załapaliśmy się na dzień polarny. W praktyce oznacza to, że w nocy było prawie tak samo jasno jak za dnia, co bardzo ułatwiało nam przygotowanie ciekawego materiału fotograficzno-filmowego z rejsu. Po godzinie pierwszej nad ranem po kilkukilometrowym spacerze wróciliśmy do pontonu i popłynęliśmy na jacht. Na pokładzie wymienialiśmy się naszymi wrażeniami jednocześnie zachwycając się spotkaniem z morskimi ssakami.


Następnego dnia z samego rana skierowaliśmy się w stronę miejscowości Kaffioyra (78°41,0´N 11°50,9´E) położonej na Ziemi Oskara II w północno-zachodniej części Spitsbergenu, gdzie znajduje się polska Stacja Polarna Uniwersytetu Mikołaja Kopernika z Torunia. Warto zaznaczyć, iż jest to najbardziej na północ wysunięta polska stacja badawcza jaka znajduje się w Arktyce. Po godzinie jedenastej rano dotarliśmy na wysokość Kaffioyry (Równiny Kawowej), następnie przeprowadziliśmy desant pontonem na ląd. Z chęcią odwiedziliśmy polskich naukowców i przy ciepłej herbacie wysłuchaliśmy historii dotyczącej powstania polskiej stacji polarnej, dowiedzieliśmy się o prowadzonych badaniach naukowych oraz życiu codziennym w stacji. Bardzo ciekawie o swojej pracy opowiadało dwóch młodych naukowców. Niedaleko stacji mieszczą się lodowce będące miejscem stałych badań glacjologicznych realizowanych m.in. na: Waldemarbreen, Elizabreen, Irenabreen i Aavatsmarkbreen. Ponadto w stacji UMK prowadzone są badania z zakresu: hydrologii, geomorfologii i klimatologii. Po kilkugodzinnym pobycie w stacji nadszedł czas, aby powrócić pontonem na pokład jachtu i wyruszyć w dalszą podróż obierając kurs na północ Spitsbergenu.


Po prawie dziesięciogodzinnym przejściu dopłynęliśmy do miejscowości Ny-Alesund (78°55´N 11°56´E) znajdującej się w północno-zachodniej części Spitsbergenu. Warto zaznaczyć, iż miejscowość ta jest najdalej na północ wysuniętą funkcjonującą osadą, w której przez cały rok mieszkają i pracują naukowcy. Ny-Alesund do Bieguna Północnego dzieli odległość zaledwie 1231 km. Osada ta jest głównie miejscem badań naukowych prowadzonych przez naukowców z całego świata. Stałe placówki badawcze posiadają między innymi: Norwegia, Korea Południowa oraz Chiny. Do kei w marinie Ny-Alesund przybiliśmy około godziny 23 w pięknej, słonecznej pogodzie i ku naszemu zaskoczeniu zostaliśmy powitani przez dwie sympatyczne Polki z Instytutu Oceanografii Polskiej Akademii Nauk z Sopotu, które prowadziły badania z zakresu biologii morza w rejonie północnego Spitsbergenu. Na zwiedzanie miejscowości wybraliśmy się po zacumowaniu jachtu około północy, lecz nie przeszkadzało nam to w zrobieniu zdjęć i filmów, ponieważ cały czas było widno. O tym, że jest noc świadczył jedynie brak ludzi na ulicach malutkiej osady naukowo-badawczej. W tej niewielkiej miejscowości mieści się bardzo skromne muzeum górnictwa z krótką historią Ny-Alesund, przemysłu wydobywczego na Spitsbergenie oraz informacja o wyprawach sterowcami do Bieguna Północnego. W ścisłym centrum Ny-Alesund znajduje się pomnik norweskiego polarnika Roalda Amundsena, a na obrzeżach osady zobaczyć można historyczny masz, z którego niegdyś startowały sterowce m.in. podczas wypraw Umberto Nobile. Następnego dnia rankiem nasz jacht odwiedził Wojtek Moskal, legenda polskich wypraw polarnych oraz wieloletni współpracownik Norweskiego Instytutu Polarnego. W maju 1995 roku Wojtek Moskal wraz z Markiem Kamińskim dotarli jako pierwsi Polacy do Bieguna Północnego pokonując trasę z Resolute Bay w Kanadzie (770 km w 72 dni). W godzinach popołudniowych odcumowaliśmy od kei i obraliśmy kurs na miejscowość Ny-London, gdzie w latach 1911-1920 wydobywano marmur.


Po wyjściu z mariny w Ny-Alesund skierowaliśmy się dalej na północ Spitsbergenu. Po godzinie 23 dotarliśmy na kotwicowisko w zatoce Peirsonhamna koło Ny-London (78° 57' N 12° 00' E), gdzie udało się wyłowić kawałek arktycznego lodu na pokład jachtu. Warto zaznaczyć, iż operacja wydobycia lodu z wody wcale nie należała do prostych czynności. Lód okazał się bowiem za twardy do rozłupania nawet przy użyciu czekanów. Jego wyłowienie było możliwe dzięki pomysłowości i zgranej pracy załogi. Następnie ze względu na warunki atmosferyczne obraliśmy kurs z powrotem do Ny-Alesund, gdzie przy kei przycumowaliśmy około północy i spędziliśmy kolejną noc.


Szóstego dnia naszej arktycznej podróży wyszliśmy z mariny w Ny-Alesund i obraliśmy kurs na najbardziej wysunięte na północ miejsce jakie zaplanowaliśmy odwiedzić podczas tego rejsu czyli malowniczo położony Magdalenefjord (79°33,0´N 11°50,9´E). Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych i silnych wiatrów dotarliśmy w wyznaczone miejsce po godzinie 18. Tuż po zakotwiczeniu jachtu w zatoce przygotowaliśmy się do zejścia na ląd. Po zabraniu broni i opuszczeniu pontonu skierowaliśmy się na pobliską plażę. Od malowniczo położonego brzegu tuż pod lodowiec Gully musieliśmy zrobić kilkukilometrowy spacer po kamienistym wybrzeżu. Magdalenefjord urzekł nas swoimi pięknymi krajobrazami. Miejsce to jest często odwiedzanym punktem na mapie luksusowych wycieczkowców. Warto zaznaczyć, iż w chatce znajdującej się w fiordzie w sezonie letnim przeważnie przebywa kilku ludzi z biura Gubernatora Svalbardu. Taka sytuacja jest spowodowana obecnością licznych grup turystów z luksusowych wycieczkowców, którzy mogą zakłócać spokój i zanieczyszczać środowisko. Miejsce to jest bowiem objęte ochroną ze względu na znajdujący się cmentarz pierwszych wielorybników oraz unikalną przyrodę.


Po wizycie w Magdalenefjord skierowaliśmy nasz jacht na południe w stronę Longyearbyen. Po drodze zaplanowaliśmy odwiedzić ostatnią, ale niezmiernie ciekawą i specyficzną w swoim charakterze rosyjską miejscowość górniczą Barentsburg. W tym celu, aby czasowo zrealizować ostatni etap rejsu musieliśmy przebyć trasę z Magdalenefjord do Barentsburga w niecałe 24 godziny bez kotwiczenia czy zatrzymywania się w innych miejscowościach. Trasa do Barentsburga była wymagająca i cały czas zmagaliśmy się z silnymi wiatrami oraz ograniczoną widocznością. Do górniczej osady dotarliśmy o godzinie trzeciej nad ranem. Po zacumowaniu do kei, pomimo późnej pory postanowiliśmy nie czekać do rana i od razu wyruszyliśmy zobaczyć rosyjską miejscowość. Barentsburg przywitał nas ładną pogodą, a także całkowitym uśpieniem. Przed prawie dwie godziny naszego spacerowania i zwiedzania miejscowości nie napotkaliśmy żadnego człowieka. W Barentsburgu nadal funkcjonuje kopalnia wydobywająca węgiel, dlatego miejscowość tą zamieszkuje około 300 osób (w tym ponad 100 osób stanowią kobiety i dzieci). Znajduje się tutaj port, hotel, bar, poczta, szkoła, obiekt sportowy z basenem, muzeum oraz najdalej na północ wysunięta placówka dyplomatyczna (rosyjski konsulat). W centrum Barentsburga szczególną uwagę zwracają relikty komunizmu takie jak: popiersie Lenina, a także pomnik w kształcie półkolistej płyty z inskrypcją "naszym celem - komunizm". Dzień polarny bardzo ułatwił nam zrobienie ciekawego materiału filmowo-fotograficznego tego niezwykłego miejsca. Po godzinie piątej nad ranem nasz jacht wyszedł z portu w Barentsburgu obierając kurs na Longyearbyen.


Zaledwie kilka godzin później zawitaliśmy do stolicy Spitsbergenu kończąc w ten sposób naszą wspaniałą i niezapomnianą żeglarską przygodę w Arktyce. Po zakończeniu rejsu pozostało jeszcze posprzątanie jachtu, spakowanie się, odebranie od kapitana opinii z rejsu, a także ostatnie rozmowy oraz wymiana zdjęciami. Z żalem opuszczaliśmy jacht i pożegnaliśmy się licząc, że jeszcze nie raz powrócimy w to magiczne miejsce na krańcu świata.


Podczas rejsu przepłynęliśmy 320 mil morskich w trudnych warunkach atmosferycznych po wymagającym akwenie północnej części Svalbardu. Podczas rejsu odwiedziliśmy następujące miejsca: Poolepynten, Kaffioyra, Ny-Alesund, London, Magdalenefjord, Barentsburg oraz Longyearbyen. Arktyczny rejs często obfitował w niesprzyjające warunki atmosferyczne, na które składały się takie czynniki jak: ograniczona widoczność, niski pułap chmur, trudne do pilnowania głębokie kotwicowiska, a także wody pływowe i kłębiące się wiry w przesmykach. Wszystko to stanowiło niezły sprawdzian zgrania i umiejętności żeglarskich załogi jachtu. Takie warunki wymagały od załogi dużego zaangażowania, a także ciągłej mobilizacji w odpowiedzi na trudy rejsu arktycznego. W trakcie rejsu przeżyliśmy wiele niezapomnianych chwil, odwiedziliśmy bardzo ciekawe miejsca, poznaliśmy interesujących ludzi i zdecydowanie będziemy mieli dużo fantastycznych wspomnień. Choć nie udało nam się spotkać misia polarnego, ale mieliśmy niebywałą okazję do zobaczenia unikalnej flory i fauny charakterystycznej dla regionów polarnych. Arktyka pokazała nam swoje piękne, dzikie i nieprzewidywalne oblicze.


Tekst i zdjęcia - Anna Niwczyk