Międzynarodowe regaty o puchar Kruzenszterna


MIĘDZYNARODOWE REGATY O PUCHAR KRUZENSZTERNA


Regaty o Puchar Kruzenszterna... bez Kruzenszterna


Poszukując interesujących rejsów po Bałtyku po kilku dniach dzwonienia do znajomych żeglarzy i przeglądania stron internetowych znalazłam bardzo ciekawą ofertę. Rejs żaglowcem "Zawisza Czarny" w ramach Międzynarodowych Regat o Puchar Kruzenszterna na trasie Gdynia-Bałtijsk-Gdynia. Rejs ten od razu zwrócił moją uwagę ze względu na dwie kwestie. Po pierwsze miałam okazję być na pokładzie rosyjskiego żaglowca Kruzensztern i bardzo chciałam po raz kolejny zobaczyć tą imponujących rozmiarów jednostkę. Drugim elementem, który mnie zaintrygował była możliwość wejścia do portu Bałtijsk i zwiedzania miasta. Jak się później okazało Międzynarodowe Regaty o Puchar Kruzenszterna odbędą się bez Kruzenszterna, ale za to zaproszono żaglowiec "Zawisza Czarny". Zaczęłam się ubiegać o miejsce w załodze żaglowca na czas regat.


Warto powiedzieć kilka słów o samym Bałtijsku. Miasto to jest miejscem szczególnym, ponieważ w 1952 roku utworzono na jego terytorium strategiczną strefę wojskową, co w praktyce oznaczało zamknięty obszar wojskowy. W Bałtijsku powstała baza marynarki wojennej, która funkcjonuje do dzisiaj. Jeszcze nie tak dawno o mieście nie było za dużo informacji, ponieważ stanowiło ono strefę zamkniętą, szczególnie dla cudzoziemców. Wjazd na teren Bałtijska mieli jedynie posiadacze specjalnych przepustek.


Czas załatwić formalności


Rejs na pokładzie Zawiszy był idealny dla mnie, ze względu na możliwość odbycia kolejnej praktyki morskiej na żaglowcu i zobaczenia nie za dobrze znanego miejsca w Rosji. Odpowiednio wcześnie zgłosiłam się do załogi żaglowca i rozpoczęłam przygotowania formalne do wyjazdu, czyli ubieganie się o wizę w konsulacie rosyjskim. Zgromadziłam wszelkie niezbędne dokumenty, a szczególnie pisemne zaproszenie od jacht klubu z Kaliningradu oraz książeczkę żeglarską, gdzie mam prowadzony rejestr wszystkich swoich wojaży żeglarskich. Z pełną dokumentacją udałam się do konsulatu rosyjskiego w Gdańsku. Ubiegałam się o wizę kilkukrotnego wejścia na teren Rosji, ale niestety załatwienie takiego wjazdu bez szczegółowego planu podróży (nie tylko daty, ale także godziny i opisu konkretnych miejsc odwiedzanych w tym czasie) było niemożliwe. Niestety w oficjalnym zaproszeniu takiego planu nie podano, ponieważ cały czas się zmieniał. Załatwiłam jedynie wizę na dwa wejścia na terytorium Rosji w określonym czasie. Ilość wejść była o tyle ważna, że podczas rejsów trudno jest cokolwiek precyzyjnie zaplanować co do godziny czy minuty. W żeglarstwie wszystko się zmienia i wiele zależy od warunków pogodowych, a w przypadku tego rejsu również od planów organizatora i rosyjskiej administracji. Oczywiście w konsulacie musiałam udowodnić, że jestem żeglarką, ale zabrałam ze sobą książeczkę żeglarską i patent żeglarski, więc nie było problemu. Po tygodniu mogłam odebrać swoją wizę


Wracając do kwestii administracji rosyjskiej... nie do końca było wiadomo czy rejs dojdzie do skutku, ponieważ miejsce cumowania Zawiszy Czarnego przy głównej kei Bałtijska było ściśle uzależnione od zgody z... Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Załatwianie formalności trwało kilka miesięcy.


Nadszedł dzień zaokrętowania. Zjechali się załoganci z całej Polski, szczególnie duża grupa przybyła z południa kraju. Czas więc na sprawy organizacyjne obejmujące podział na wachty, ustalanie obowiązków wacht nawigacyjnych i gospodarczych oraz zapoznanie się z ożaglowaniem i olinowaniem (takielunkiem) żaglowca. Wieczorem każda wachta kilka razy przećwiczyła stawianie wyznaczonych żagli, tak aby zgrać się jako zespół. Niedługo czeka nas największa atrakcja czyli wyjście w morze, a także sprawdzian naszego wachtowego zgrania.


Kierunek Rosja


Po południu żaglowiec Zawisza Czarny opuszcza Gdynię. Rozpoczyna się kolejna żeglarska przygoda. Czerwcowa noc była piękna, dlatego część załogi zamiast w koi spała w śpiworach na pokładzie. Następnego dnia wpłynęliśmy na redę portu Bałtijsk. Z pokładu widać w oddali zabudowania, a na morzu statki, duży dźwig pływający oraz okręt, który podszedł do burty naszego żaglowca na odległość około jednego kabla. Po otrzymaniu zgody wchodzimy do Bałtijska, tutaj w kanale portowym mijamy kolejny okręt tym razem wychodzący z portu wojennego. Zbliżając się do miejsca odprawy celnej przepływamy koło terminala kontenerowego, stoczni remontowej oraz portu wojennego. Przez chwilę mogliśmy podziwiać rosyjskie okręty. Szczególnie duże wrażenie na załodze zrobiły zardzewiałe wraki częściowo wystające z wody tuż przy kanałach portowych, dwa olbrzymie poduszkowce desantowe typu Żubr (projekt 1232.2) oraz wrak pociętej na kilka kawałków fregaty rakietowej "Neukrotimy" (typ Krivak II, proj. 1135) leżący na samym brzegu.


Zacumowaliśmy przy nabrzeżu, gdzie ma miejsce odprawa celna. Na burtę grupa umundurowanych ludzi w różnych mundurach (kilka służb), następnie odbyło się przeszukanie różnych pomieszczeń żaglowca, a także indywidualne przejrzenie i podstęplowanie paszportów załogi. Od tego momentu mogliśmy legalnie zejść na ląd w Bałtijsku. Czekało nas jedynie przestawienie żaglowca na główną keję w centrum miasta. Po zacumowaniu postanowiliśmy pozwiedzać przyportowe miejsca i miasto. Ponieważ nie zagląda tutaj zbyt wiele zagranicznych jednostek morskich, szczególnie tak dużych jak "Zawisza Czarny", więc chyba wszyscy w Bałtijsku wiedzieli o naszej wizycie.


Bałtijsk i Kaliningrad


Bałtijsk to rozległe i czyste miasto. Znajduje się tutaj muzeum Floty Bałtyckiej, latarnia morska z XIX wieku, a także dużo obszarów wojskowych, jak i utrzymanych w dobrym stanie pomników (Piotra Wielkiego, Lenina, żołnierzy z czasów II wojny światowej itp.). Ponieważ stoimy w centrum mamy blisko sklepy, a także dworzec kolejowy i autobusowy. Sklepy są dobrze zaopatrzone, a ludzie mili i pomocni. Oczywiście najlepiej znać nawet kilka zwrotów po rosyjsku, ale mówiąc po polsku też można się porozumieć i zrobić zakupy czy zapytać o drogę. Nie mieliśmy ograniczeń w poruszaniu się po mieście. Była to świetna okazja, aby zobaczyć okolice i porobić zdjęcia. W czasie spaceru uwagę zwracają zabytki architektoniczno-historyczne czyli kompleks budynków z czerwonej cegły w centrum miasta (obecnie mieści się tam siedziba Floty Bałtyckiej) oraz muzeum Floty Bałtyckiej, które z chęcią odwiedziliśmy.


Następnego dnia postanowiliśmy zrobić wycieczkę do pobliskiego Kaliningradu. Wybraliśmy się autobusem 107 relacji Bałtijsk-Kaliningrad. Do centrum Kaliningradu autobus jedzie około godziny, oczywiście pod warunkiem, że nie utkniemy w korkach. W samym Kaliningradzie nasza wycieczka rozdziela się na mniejsze grupki i idziemy zwiedzać miasto. Wybrałam się do muzeum morskiego, przy którym znajdują się bardzo ciekawe jednostki m.in. okręt podwodny B-413, statek naukowo-badawczy "Witiaź" oraz statek łączności kosmicznej "Kosmonawt Wiktor Pacajew".


Przed wyjazdem nasłuchałam się opowieści, z których wynikało, że Kaliningrad to relikt z czasów radzieckich. Nie jest to prawdą. Samo miasto robi bardzo dobre wrażenie. Ludzie są bardzo pomocni i mili. Na ulicach jest dużo zachodnich samochodów, wiele budynków odnowionych i utrzymanych w dobrej kondycji. Od czasu do czasu w oczy rzucają się wyraźnie zaniedbane szare blokowiska składające się z obdrapanych i bardzo zaniedbanych wieżowców stanowiących pamiątkę po czasach komunistycznych.


Po całym dniu zwiedzania wracamy autobusem do Bałtijska. Obecnie do miasta można dostać się drogą lądową i kolejową. Zbliżając się do granic Bałtijska widać miejsca, gdzie nie tak dawno temu znajdowały się punkty kontrolne dla osób wjeżdżających/wyjeżdżających z/do miasta. Jak już wcześniej wspomniałam miasto było strefą zamkniętą szczególnie dla cudzoziemców, a wjazd był możliwy tylko na podstawie specjalnych przepustek.


Po powrocie na Zawiszę cała załoga wraca do rytmu wachtowego oraz codziennych obowiązków (pomaganie w przygotowywaniu i wydawaniu posiłków oraz czyszczenie żaglowca). Moja wachta przypada na godziny nocne, w trakcie której pilnowaliśmy wejścia na pokład.


Urodziny i tradycyjna wschodnia zakąska


Podczas pobytu w Bałtijsku jedna z załogantek obchodziła urodziny. Postanowiliśmy świętować je przy słodyczach kupionych w lokalnym sklepie, a także zdobyliśmy tradycyjną wschodnią przekąskę - sało. Przekąska ta jest u nas w Polsce nie za dobrze znana, w Rosji uchodzi za prawdziwy rarytas, a na zachodzie jest uważana za jedzenie szkodliwe dla zdrowia.

Sało to inaczej słonina (biała i bardzo tłusta) będąca przysmakiem narodów wschodniosłowiańskich. Można ją przyrządzać na wiele sposobów - parzone, wędzone czy solone. My spożywaliśmy sało z cebulą pokrojoną w plasterki i popijaliśmy rosyjską wódką. Mnie osobiście te tradycyjne wschodnie smaki nie przypadły do gustu.


Punkt główny programu - regaty


W kolejnym dniu pobytu w Bałtijsku miało miejsce uroczyste rozpoczęcie regat, które odbyło się na nabrzeżu, prezentacja nagród oraz oficjalne przemowy. Rano wokół żaglowca pojawiła się grupa kilkudziesięciu młodych żołnierzy wyraźnie zainteresowanych naszą jednostką. Była to okazja na krótką rozmowę i pamiątkowe zdjęcia. Codziennie rano na pobliskim placu defilad odbywały się ćwiczenia sprawnościowe żołnierzy, co sygnalizowały głośne zbiorowe okrzyki.


Zakończenie regat odbyło się następnego dnia, kiedy to "Zawisza Czarny" wyszedł z portu i wraz z motorówką sędziowską ustawił się w wyznaczonym miejscu na redzie. W ten sposób rozpoczęło się oczekiwanie na jachty biorące udział w regatach. Kilka godzin kotwiczyliśmy niedaleko linii brzegowej, a pogoda nam dopisywała. Było ciepło i słonecznie, dlatego większość załogi zaczęła się opalać na pokładzie, parę osób wspięło się na wysokość salingów, a kilku śmiałków zdecydowało się na kąpiel w morzu.


Po przypłynięciu jachtów nadszedł czas naszego powrotu do Gdyni. W celu dopełnienia wszystkich formalności weszliśmy po raz ostatni do Bałtijska i po minięciu portu wojennego, stoczni oraz terminala kontenerowego o zachodzie słońca zacumowaliśmy przy nabrzeżu, gdzie odbywa się odprawa celna. Następnie miała miejsce znana nam procedura przeszukania pomieszczeń żaglowca i naszych szafek przez służby, a także indywidualnego zgłaszania się do celników w celu uzyskania odpowiedniej pieczątki w paszporcie. Wieczorem po zakończeniu odprawy wychodzimy w morze. Do Gdyni mamy już tylko kilkanaście godzin. Nasza żeglarska przygoda powoli dobiega końca...


Nasz rejs do Bałtijska był bardzo udany, a to zasługa nie tylko ciekawego miejsca i pięknej pogody. To przede wszystkim wspaniała atmosfera i sympatyczni ludzie, którzy tworzyli załogę i cały klimat rejsu. Chciałabym bardzo serdecznie podziękować koleżankom i kolegom żeglarzom, a także kapitanowi oraz reszcie załogi za fantastyczny rejs, a także niezapomniane wrażenia. Muszę podkreślić, iż atmosfera na żaglowcu jest szczególnie ważna, ponieważ z załogą przebywa się przez całą dobę przez kilka dni i trzeba wykonywać różne obowiązki pełniąc wachy nawigacyjne czy gospodarcze. W przypadku naszego rejsu wszyscy świetnie się bawiliśmy, zgraliśmy się i myślę, że mamy wiele wspaniałych wspomnień.


Tekst i zdjęcia - Anna Niwczyk