Szturm na teatr


SZTURM NA TEATR



W pierwszej dekadzie kwietnia na poligonie w Pstrążu niedaleko Żagania odbyły się ćwiczenia zorganizowane przez Samodzielny Pododdział Antyterrorystyczny Policji z Wrocławia. Zaznaczyć trzeba, iż nie jest to pierwsze tak duże przedsięwzięcie, które zostało zrealizowane przez wrocławski SPAP.


W odróżnieniu od poprzednich szkoleń, tym razem scenariusz przewidywał odbicie zakładników przetrzymywanych przez terrorystów w teatrze. Zaznaczyć trzeba, iż do udziału w zajęciach zgłosiło się około 80 przedstawicieli różnych jednostek m.in.: Policji (SPAP-y między innymi z Łodzi, Katowic, Szczecina, Wydział Realizacyjny Komendy Stołecznej), wojska (6 i 18 Bataliony Desantowo – Szturmowe 6 BDsz, 25 BKPow, 10 Brygada Kawalerii Pancernej, komandosi z Lublińca, a także JW2305 oraz żandarmi ze wszystkich Oddziałów Specjalnych), Straży Granicznej (m.in plutony specjalne z Lubuskiego i Łużyckiego Oddziałów SG), Służby Więziennej, Straży Ochrony Kolei, Biura Ochrony Rządu, a nawet funkcjonariusze niemieckiego Spezialeinsatzkommando (SEK).


Kwietniowe ćwiczenie, podobnie jak poprzednie szkolenia, zostało podzielone na dwie części – teoretyczną oraz praktyczną. Pierwsza z nich zakładała przedstawienie głównych założeń dotyczących m.in. wejścia do teatru, odbicia zakładników, przeprowadzenia ewakuacji oraz udzielenia pomocy rannym. Podczas odprawy przybyłych uczestników podzielono na pięć grup w celu sprawnego przeprowadzenia wyżej wymienionych zadań. Każda z nich składała się z przedstawicieli różnych jednostek oraz z funkcjonariusza wrocławskiego SPAP-u, który pełnił funkcję „team leadera”. Po zasadniczej odprawie, w poszczególnych grupach rozpoczęło się omawianie szczegółów dotyczących realizacji szturmu, procedur oraz ewakuacji, a także warunków bezpieczeństwa. Na zakończenie odbył się pokaz sprzętu taktycznego oraz medycznego używanego m.in. w czerwonej taktyce.


Ponadto spotkanie w jednym miejscu funkcjonariuszy reprezentujących różne resorty oraz siły i służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo było świetną okazją do zapoznania się z różnego rodzaju uzbrojeniem. Szczególną uwagę autorów niniejszego artykułu zwrócił kbk AKMS z szynami MIL-STD 1913 z dwójnogiem, oświetleniem taktycznym, chwytem przednim, kompensatorem od SWD, strzelba Mossberg M500 ATP6C z oświetleniem taktycznym i przednim chwytem pistoletowym do szybkiego przeładowania, a także PM-98 z szyną Weavera (tzw. Nosorożec) wraz z kolbą zmodyfikowaną do długości pośredniej (zablokowaną za pomocą śruby).


Natomiast druga część zakładała przeprowadzenie ćwiczenia. Miało ono miejsce dzień później na poradzieckim poligonie. Obiekt ten jest idealny do prowadzenia ćwiczeń czy szkoleń, gdyż w jego skład wchodzą bloki mieszkalne, szkoła, teatr, a także sieć dróg i linia kolejowa.


W budynku – którego skomplikowany układ pomieszczeń stanowił dodatkowe utrudnienie – znaleźli się funkcjonariusze służby kandydackiej Oddziału Prewencji Policji Dolnośląskiej KWP, odgrywający rolę zakładników. Wyposażono ich w niezbędne środki ochrony osobistej (hełmy oraz kamizelki). Zaś rolę „terrorystów” odgrywały zarówno tarcze zamocowane do kulochwytów, jak i żywi pozoranci. W pobliżu miejsca szturmu ulokowano również punkt medyczny, rozmieszczono strażaków oraz ratowników. Podstawowym założeniem ćwiczeń było zastosowanie w praktyce procedur, które umożliwiły by prowadzenie działań podczas incydentu o charakterze zakładniczym. Warto podkreślić, iż wcześniej nie było możliwości przeszkolenia poszczególnych elementów „na sucho” - jedynie odprawa, podział na zespoły i realizacja wyznaczonych zadań. Jedyną różnicą w stosunku do prawdopodobnej realnej operacji było to, że z kilkunastu różnych jednostek przybyły małe grupy, w prawdziwej sytuacji ciężar zadania spocząłby na kilku jednostkach w pełnym składzie.


Stoimy daleko od teatru, poza granicą strefy zero. Wieje lekki wiatr, świeci słońce, atmosfera jest idealna na piknik. O tym że nie jest to rozrywka, przypominają nam stojące w pobliżu samochody jednej z grup szturmowych. Czekamy. Wydaje się że strasznie długo. Ile? Pół godziny, trzy kwadranse...jeśli tak odczuwa się tak krótki okres, to jak się odczuwa czas przy prawdziwym ataku? Na Dubrowce nie minęły 72 godziny od początku do szturmu. W Waco kilka tygodni. W Limie kilka miesięcy. Z daleka słychać śmigłowiec. Po chwili naszym oczom ukazuje się policyjny PZL Mi-2. Krąży nad teatrem. Następnie w oddali dobiega odgłos silnika wozu bojowego piechoty BWP-1 z 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa. To grupa pozoracyjna, której zadaniem było odwrócenie uwagi terrorystów. Słychać strzały. Tam używa się tylko ślepej amunicji i FX-ów. Szkoda, że z miejsca dla obserwatorów tego nie widać. Z „naszej” strony pojawia się policyjny BTR-60. Pod jego osłoną idzie grupa szturmowa. Podchodzą, zakładają ładunki wybuchowe. Chwila oczekiwania. Słychać potężny wybuch. Grupa wchodzi do środka przez wybite przejście. Rozlegają się kolejne strzały. Widać jak do innego miejsca podchodzi następna grupa. Znów ładunki wybuchowe. Strzały. Kolejny wybuch.


Grupy weszły do środka, już tylko po częstotliwości strzałów można ocenić co się tam dzieje. Następuje przeczesanie obiektu. Przez wybite przejście, które umożliwiło wejście do środka pierwszej grupie, wychodzi rząd zakładników. Komandosi odprowadzają ich do autobusu, gdzie znajduje się pierwszy filtr mający na celu wychwycenie ewentualnych terrorystów. Zakładnicy zostają policzeni, przeszukani i przewiezieni do punktu medycznego. Do akcji wkraczają ratownicy oraz strażacy – tak jak w prawdziwej operacji, jeszcze trwa szturm, jeszcze padają strzały, a już zaczynają się działania ratownicze.

Dla przećwiczenia specyficznych elementów wykorzystano żywych pozorantów, grających „zabitych” lub „rannych” terrorystów. W pierwszej kolejności zostają oni unieszkodliwieni przez komandosów, a dopiero potem udziela im się pomocy medycznej, jeżeli istnieje taka potrzeba.


Tymczasem autobus podjeżdża do punktu medycznego, gdzie znajduje się drugi filtr, zakładnicy znów zostają dokładnie przeszukani i policzeni. Dla pewności zakładnicy wraz z autobusem są pod ochroną. Kolejnym etapem jest sprawdzenie pojazdu przez pirotechników. Następnie przeprowadzana jest selekcja medyczna – ze względu na charakter obrażeń. W namiocie paramedycy wykonują czynności ratownicze. W realnej akcji osoby ciężko ranne zostałyby odtransportowane do szpitali.


Groźba skomplikowanych sytuacji zakładniczych, realna w naszym kraju mimo że nieczęsto poruszana w analizach, wymusza posiadanie sił oraz środków umożliwiających podjęcie skomplikowanej operacji ratowania zakładników. Podkreślić przy tym należy, że sprawcami wyżej wymienionych działań wcale nie muszą być terroryści, lecz zwykli przestępcy, a sytuacja o charakterze zakładniczym może zaistnieć w różnego typu obiektach użyteczności publicznej. Dlatego za cenny należy uznać udział przedstawicieli różnych formacji, gdyż takie ćwiczenia pozwalają na poznanie specyfiki działania oraz dogranie służb w razie zaistnienia takiego incydentu na obszarze podległym ich kompetencjom. Drugim ważnym elementem jest możliwość ujednolicenia taktyki i procedur stosowanych przez jednostki z różnych resortów, które mogą wspólnie prowadzić działania bojowe w razie zaistnienia takiej sytuacji.


Ćwiczenia należy ocenić jako bardzo udane. Z jednej strony pokazały one, podobnie jak np. szturm na autobus w Wędrzynie, możliwość oraz potrzebę organizacji realistycznych zajęć zgrywających różne jednostki specjalne, nawet przy ograniczonych środkach. Z drugiej strony, cenną lekcją jest konieczność uwzględniania – w sposób realistyczny – całego zestawu środków wspomagających działania sił szturmowych.


Na zakończenie trzeba stwierdzić, że organizatorzy tego dużego przedsięwzięcia po raz kolejny wykazali się wysokim stopniem profesjonalizmu. Świadczyć o tym może liczna obecność przedstawicieli tak wielu sił i służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego kraju, a także świetna organizacja, która niewątpliwie pozwoliła na wymianę cennych doświadczeń.


Powstanie tego artykułu było by niemożliwe bez ogromnej życzliwości i gościnności okazanej przez organizatorów i pozostałych uczestników szkolenia.

Wszystkim serdecznie dziękujemy.


Artykuł został opublikowany w czasopiśmie MMS "Komandos" nr. 6/2007


Tekst - Anna Niwczyk i Michał Piekarski