Arktyka latem


ARKTYKA LATEM


Arktyka zafascynowała mnie już kilka lat temu, w zeszłym roku urzekła mnie jeszcze bardziej w trakcie mojego zimowego pobytu na Svalbardzie. Postanowiłam powrócić w ten region świata po raz kolejny, lecz tym razem w okresie letnim i w sposób pozwalający na pogłębienie swoich arktycznych zainteresowań oraz zdobycia kolejnego doświadczenia morskiego.


Długo szukałam i zastanawiałam się nad najlepszymi opcjami wyjazdu, zarówno terminem jak i formą aktywności, która pozwoliłaby mi zobaczyć jak najwięcej, a także zdobyć kolejne morskie doświadczenie. Szczęśliwie dla mnie znalazłam polski jacht, który miał w okresie letnim pokonać trasę północnego Spitsbergenu i okolicznych wysp. Zgłosiłam się do załogi jachtu. W ten sposób wiedziałam, ze zobaczę jeszcze nieznane mi zakątki Svalbardu, ale także zdobędę kolejne doświadczenie i wyżeglowane godziny niezbędne do odbycia egzaminu na kolejny patent żeglarski.


Głównym punktem mojego letniego pobytu na Svalbardzie był oczywiście rejs ciekawy i wymagający z żeglarskiego punktu widzenia. Wiedziałam jednak, że po zakończonym rejsie warto pozostać jeszcze kilka dni w Arktyce i zapoznać się z letnimi atrakcjami oferowanymi przez lokalne biura turystyczne w Longyearbyen.


Pozostało mi jedynie wybrać jak najlepszą formę przelotu na Spitsbergen i zakwaterowania w Longyearbyen. Sprawę miałam nieco ułatwioną, ponieważ skorzystałam z doświadczeń zdobytych podczas mojej zimowej podróży na Svalbard, którą sama zaplanowałam i zorganizowałam.


W drodze do Longyearbyen


W pierwszej połowie sierpnia ponownie znalazłam się w samolocie i rozpoczęłam podróż do Longyearbyen, stolicy Spitsbergenu. Po raz kolejny najszybszym i najtańszym przewoźnikiem lotniczym okazały się linie skandynawskie SAS. Z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem zarezerwowałam bilety. Szukając możliwie najlepszych form podróży kupiłam bilety na przeloty samolotami na Spitsbergen na trasie Gdańsk-Oslo-Longyearbyen. Z drogą powrotną do Gdańska nie było już tak prosto. Czekały mnie liczne przesiadki na lotniskach i podróż aż czterema samolotami na trasie Longyearbyen-Tromsø-Oslo-Kopenhaga-Gdańsk.


Ponieważ tegoroczny wyjazd był specyficzny i podyktowany głównie rejsem, tak więc i bagaż musiałam odpowiednio dobrać do morskich aktywności w zimnych regionach arktycznych. Wybranie i skompletowanie bagażu stanowiło pewne wyzwanie. Musiałam zmieścić się z jednym bagażu nadawanym (rejestrowanym), który według limitów SAS mógł mieć do 23 kg i jednym bagażu podręcznym do 8 kg. Ponieważ większość czasu planowałam spędzić na jachcie w trudnych warunkach atmosferycznych tak więc musiałam zabrać jedzenie, dużo ciepłych ubrań jak i odzież żeglarską. Z reguły na jachcie nie ma za dużo miejsca, więc nie można zabrać dużego plecaka stelażowego czy usztywnianej walizki na kółkach. Zdecydowałam się na dwa worki żeglarskie, jeden o pojemności 160l oraz drugi worek o pojemności 60l jako bagaż podręczny. Na lotnisku podczas nadawania bagażu okazało się, że mój duży worek żeglarski ważył 22,5 kg, więc idealnie zmieściłam się w limicie ustanowionym przez SAS.


Lot z Gdańska do Oslo niestety był opóźniony. Samolot nie wystartował o czasie ponieważ okazało się, ze na pokładzie znajduje się bagaż należący do pasażera, który nie pojawił się w samolocie. Ze względów bezpieczeństwa zadecydowano o wyładowaniu bagażu z luku. W związku z tym samolot przyleciał opóźniony na lotnisko w Oslo, ale nie martwiło mnie to za bardzo ponieważ miałam jeszcze kilka godzin oczekiwania na lot do Longyearbyen.


Dodatkowe atrakcje - lotniczy spotting w Oslo i okręt patrolowy na Spitsbergenie


Na lotnisku w Oslo czekała mnie kolejna niespodzianka. Spotkałam dwie osoby z załogi jachtu. W ten sposób ponad pięciogodzinne oczekiwanie na samolot do Longyearbyen minęło w bardzo sympatycznej atmosferze. Pogoda w Oslo była jeszcze ładniejsza niż w Gdańsku, świeciło słońce i było ciepło, dlatego postanowiliśmy wyjść poza budynek. Przy budynku głównym lotniska Oslo-Gardermoen znaleźliśmy bardzo dobre miejsce do obserwowania startujących i lądujących samolotów. Podczas prawie czterech godzin lotniczego spottingu udało mi się sfotografować kilkadziesiąt samolotów różnych linii.


Samolot do Longyearbyen również miał opóźnienie i nie wyleciał o czasie z lotniska Oslo-Gardermoen. Będąc już na pokładzie samolotu usłyszeliśmy komunikat kapitana o tym, że maszyna ma pewien problem techniczny nad rozwiązaniem którego pracują technicy. Z godzinnym opóźnieniem po północy wylądowaliśmy na lotnisku w Longyearbyen, gdzie przywitała nas deszczowa i ciepła jak na warunki arktyczne pogoda.


Za każdym razem kiedy ląduje samolot rejsowy przed budynkiem lotniska w Longyearbyen podstawiany jest autobus, który zatrzymuje się przy ważniejszych miejscach w mieście takich jak marina, port, hotele czy centrum uniwersyteckie Svalbardu. Opłata za przejazd autobusem jest taka sama bez względu na to gdzie wysiadamy i ile przystanków jedziemy. Osoby dorosłe w jedną stronę muszą zapłacić 60 NOK (ok. 30 zł), studenci 40 NOK (ok. 20 zł) natomiast dzieci 20 NOK (ok. 10 zł). Autobus ma końcowy przystanek w dzielnicy Nybyen, gdzie znajdują się dwa najtańsze hotele w Longyearbyen (Gjestehuset 102 i Spitsbergen Guesthouse).


Po raz kolejny zatrzymałam się w Gjestehuset 102, który oferuje najtańsze miejsca jak i dobre śniadania, które są wliczone w cenę noclegu. Warunki panujące w Gjestehuset 102 są skromne ponieważ niegdyś były to baraki, w których mieszkali górnicy pracujący dla norweskich firm wydobywczych. Gjestehuset 102 jest miejscem godnym polecenia, nie tylko ze względu na atrakcyjne ceny, ale także na dobre śniadania oraz miłą i pomocną obsługę hotelu. Nybyen to dzielnica oddalona od centrum Longyearbyen o około dwa kilometry, znajdująca się w wyższej części miasta niedaleko lodowca Longyearbreen.


W Longyearbyen działają korporacje taksówkowe, więc bez problemów można dojechać do lotniska czy mariny oddalonych o kilka kilometrów od centrum miasta. Cena kursu jest ściśle uzależniona od pory dnia, miejsca jak i od dnia tygodnia. Z dzielnicy Nybyen do mariny za kurs w godzinach przedpołudniowych trzeba zapłacić około 160 NOK (ok. 80 zł). Natomiast kurs wykonywany z Nybyen do lotniska kosztuje około 250 NOK (ok. 125 zł).


Po przyjeździe do mariny, w dniu mojego zaokrętowania na jacht, czekała kolejna niespodzianka w postaci zacumowanego w pobliskim porcie okrętu patrolowego KV Svalbard (W303) z norweskiej straży przybrzeżnej (Kystvakten).


Rejs


Ponieważ nie chciałam siedzieć w hotelu i być ograniczoną do najbliższych regionów Longyearbyen postawiłam na element przygody, aktywności i zdobywania doświadczenia żeglarskiego. Zdecydowałam się na rejs po północnej części Spitsbergenu i wysp należących do archipelagu Svalbard. Dołączyłam do załogi jachtu wybierającego się w trudne północne regiony Arktyki. Ramowy plan rejsu zakładał wyjście z mariny w Longyearbyen, następnie zawitanie do takich miejsc jak: Barentsburg czy Ny-Ålesund. Trasa rejsu była jednak ściśle uzależniona od pozwolenia wydanego przez gubernatora Svalbardu, a także od warunków pogodowych, które w Arktyce bardzo szybko się zmieniają. Trzeba było brać pod uwagę ewentualną modyfikację trasy rejsu ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne.


Następnego dnia po przylocie do stolicy Spitsbergenu – Longyearbyen załoga wybrała się na spacer po mieście. Był to czas, aby zapoznać się ze stolicą Spitsbergenu, odwiedzić muzeum, zrobić ostatnie przed rejsem zakupy spożywcze, ale także wysłać kartki i kupić pamiątki z Arktyki.


Drugiego dnia pobytu w stolicy Spitsbergenu wypływamy z Longyearbyen kierując się w stronę Poolepynten (78°26,7´N 11°49,2´E), regionu znajdującego się na Ziemi Księcia Karola – najbardziej na zachód wysuniętej wyspie archipelagu Svalbard. Miejsce to jest obszarem, w którym można spotkać wylegujące się na kamienistej plaży morsy. Nam również udało się zobaczyć i sfotografować te piękne zwierzęta. Należy pamiętać, iż jest to ich terytorium, a my jesteśmy tylko przybyszami. Nie należy za blisko podchodzić do morsów, ani prowokować ich do agresywnych zachowań. Po kilkukilometrowym spacerze wróciliśmy do pontonu i popłynęliśmy na jacht. Wycieczkę odbyliśmy w godzinach wieczorno-nocnych, lecz nie przeszkadzało to w fotografowaniu, ponieważ podczas naszego rejsu załapaliśmy się na dzień polarny. W praktyce oznacza to, że w nocy było prawie tak samo jasno jak za dnia, co bardzo ułatwiało nam przygotowanie materiału fotograficzno-filmowego z rejsu.


Następnego dnia z samego rana skierowaliśmy się w stronę miejscowości Kaffiøyra (78°41,0´N 11°50,9´E), gdzie znajduje się polska Stacja Polarna Uniwersytetu Mikołaja Kopernika z Torunia. Warto zaznaczyć, iż jest to najbardziej na północ wysunięta polska stacja badawcza. Po godzinie jedenastej rano dotarliśmy na wysokość Kaffiøyry (Równiny Kawowej), następnie przeprowadziliśmy desant pontonem na ląd. Z chęcią odwiedziliśmy polskich naukowców i wysłuchaliśmy informacji o ich badaniach naukowych oraz życiu codziennym w stacji. W stacji UMK prowadzone są badania głównie z zakresu: glacjologii, hydrologii, geomorfologii i klimatologii. Po powrocie pontonem na pokład jachtu wyruszyliśmy w dalszą podróż kierując się na północ Spitsbergenu.


Po prawie dziesięciogodzinnym przejściu dopłynęliśmy do miejscowości Ny-Ålesund (78°55´N 11°56´E) pozostającej najdalej wysuniętą na północ funkcjonującą osadą. Ny-Ålesund od Bieguna Północnego dzieli odległość zaledwie 1231 km. Osada Ny-Ålesund to głównie miejsce badań naukowych prowadzonych przez różne państwa dlatego też swoje placówki badawcze mają między innymi: Norwegia, Korea oraz Chiny. Do kei w marinie Ny-Ålesund przybiliśmy około godziny 23 i zostaliśmy powitani przez dwie Polki z Instytutu Oceanografii Polskiej Akademii Nauk z Sopotu, które prowadziły badania z zakresu biologii morza w rejonie północnego Spitsbergenu. Na zwiedzanie miejscowości wybraliśmy się około północy, lecz nie przeszkadzało nam to w zrobieniu zdjęć i filmów, ponieważ cały czas było widno. O tym, że jest noc świadczył jedynie brak ludzi na ulicach malutkiej osady naukowo-badawczej. W tej niewielkiej osadzie znajduje się bardzo skromne muzeum górnictwa z krótką historią Ny-Ålesund, pomnik polarnika Roalda Amundsena, także historyczny masz, z którego startowały niegdyś sterowce m.in. podczas wypraw Umberto Nobile. Następnego dnia rankiem nasz jacht odwiedził Wojtek Moskal, legenda polskich wypraw polarnych. W maju 1995 roku Wojtek Moskal wraz z Markiem Kamińskim dotarli jako pierwsi Polacy do Bieguna Północnego pokonując trasę z Resolute Bay w Kanadzie (770 km w 72 dni). W godzinach popołudniowych odcumowaliśmy od kei i obraliśmy kurs na miejscowość Ny-London, gdzie w latach 1911-1920 wydobywano marmur.


Po wyjściu z mariny w Ny-Ålesund skierowaliśmy się dalej na północ Spitsbergenu. Po godzinie 23 dotarliśmy na kotwicowisko w zatoce Peirsonhamna koło Ny-London (78° 57' N 12° 00' E), gdzie udało się wyłowić kawałek arktycznego lodu na pokład jachtu. Następnie ze względu na warunki atmosferyczne obraliśmy kurs z powrotem do Ny-Ålesund, gdzie przy kei przycumowaliśmy około północy i spędziliśmy kolejną całą noc.


Szóstego dnia naszej arktycznej podróży wyszliśmy z mariny w Ny-Ålesund i obraliśmy kurs na najbardziej wysunięte na północ miejsce jakie zaplanowaliśmy podczas tego rejsu czyli malowniczo położony Magdalenfjorden (79°33,0´N 11°50,9´E). Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych i silnych wiatrów dotarliśmy w wyznaczone miejsce po godzinie 18. Tuż po zakotwiczeniu jachtu w zatoce przygotowaliśmy się do zejścia na ląd. Po przygotowaniu broni i opuszczeniu pontonu skierowaliśmy się na pobliską plażę. Z plaży tuż pod lodowiec musieliśmy zrobić kilkukilometrowy spacer po kamienistym wybrzeżu. Magdalenefjorden urzekł nas swoimi pięknymi krajobrazami.


Po wizycie w Magdalenfjorden skierowaliśmy nasz jacht na południe w stronę Longyearbyen. Po drodze zaplanowaliśmy odwiedzić rosyjską miejscowość górniczą Barentsburg. W tym celu, aby czasowo zrealizować ostatni etap rejsu musieliśmy przebyć trasę z Magdalenfjorden do Barentsburga w niecałe 24 godziny bez kotwiczenia czy zatrzymywania się w innych miejscowościach. Trasa do Barentsburga była wymagająca i cały czas zmagaliśmy się z silnymi wiatrami oraz ograniczoną widocznością. Do Barentsburga dotarliśmy o godzinie trzeciej nad ranem. Po zacumowaniu do kei, pomimo późnej pory postanowiliśmy nie czekać do rana i od razu wyruszyliśmy zobaczyć rosyjską osadę. Barentsburg przywitał nas ładną pogodą, a także całkowitym uśpieniem. Przed prawie dwie godziny naszego spacerowania i zwiedzania miejscowości nie napotkaliśmy żadnego człowieka. W Barentsburgu nadal funkcjonuje kopalnia wydobywająca węgiel, dlatego miejscowość tą zamieszkuje około 300 osób (w tym ponad 100 osób stanowią kobiety i dzieci). Znajduje się tutaj port, hotel, bar, poczta, szkoła, obiekt sportowy z basenem, muzeum oraz najdalej na północ wysunięta placówka dyplomatyczna (rosyjski konsulat). W centrum Barentsburga szczególną uwagę zwracają relikty komunizmu takie jak: popiersie Lenina, a także pomnik w kształcie półkolistej płyty z inskrypcją „naszym celem – komunizm”. Po godzinie piątej nad ranem nasz jacht wyszedł z portu w Barentsburgu obierając kurs na Longyearbyen.


Kilka godzin później zawitaliśmy do stolicy Svalbardu kończąc w ten sposób naszą wspaniałą i niezapomnianą żeglarską przygodę w Arktyce. Po zakończeniu rejsu pozostało jeszcze posprzątanie jachtu, spakowanie się, odebranie od kapitana opinii z rejsu, a także ostatnie rozmowy oraz wymiana zdjęciami. Z żalem opuszczaliśmy jacht i pożegnaliśmy się licząc, że jeszcze nie raz powrócimy w to magiczne miejsce na krańcu świata.


Podczas rejsu przepłynęliśmy 320 mil morskich w trudnych warunkach atmosferycznych po wymagającym akwenie północnej części Svalbardu. Podczas rejsu odwiedziliśmy następujące miejsca: Poolepynten, Kaffiøyra, Ny-Ålesund, London, Magdalenefjorden, Barentsburg oraz Longyearbyen. Arktyczny rejs często obfitował w niesprzyjające warunki atmosferyczne, na które składały się takie czynniki jak: ograniczona widoczność, niski pułap chmur, trudne do pilnowania głębokie kotwicowiska, a także wody pływowe i kłębiące się wiry w przesmykach. Wszystko to stanowiło niezły sprawdzian zgrania i umiejętności żeglarskich załogi jachtu. Takie warunki wymagały od załogi dużego zaangażowania, zgrania, a także ciągłej mobilizacji w odpowiedzi na trudy rejsu arktycznego. W trakcie rejsu przeżyliśmy wiele niezapomnianych chwil, odwiedziliśmy bardzo ciekawe miejsca, poznaliśmy interesujących ludzi i zdecydowanie będziemy mięli dużo fantastycznych wspomnień. Arktyka pokazała nam swoje piękne, ale i nieprzewidywalne oblicze.


Spitsbergen latem


Postanowiłam przedłużyć swój pobyt w Arktyce, nie ograniczając go tylko i wyłączenie do wspaniałej żeglarskiej przygody. Pozostając na Spitsbergenie miałam okazję porównać, a także zobaczyć spore różnice pomiędzy przebywaniem w Longyearbyen zimą i latem.


Po raz kolejny zdecydowałam się zobaczyć jak najwięcej w Longyearbyen i zapoznać się z aktywnościami oferowanymi w Arktyce charakterystycznymi dla okresu letniego. Pierwszą i najbardziej widoczną różnicą jest brak śniegu, który uwidocznił system instalacji wodno-kanalizacyjnych i elektrycznych budynków w Longyearbyen. Wszystkie rury biegnące od budynków znajdują się kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią i stanowią swojego rodzaju ciekawostkę z zakresu rozwiązań stosowanych w inżynierii lądowej.


Kolejną widoczną różnicą jest dzień polarny. Podczas mojego zimowego pobytu na Spitsbergenie, który przypadł na początek kwietnia dzień polarny dopiero zaczynał robić się coraz dłuższy, co oznaczało, że w nocy było szaro, natomiast latem w godzinach wieczorno-nocnych światło pozostaje prawie takie samo jak za dnia. Ułatwia to bardzo spacery fotograficzno-filmowe, lecz niestety przeszkadza w zasypianiu. Nie ma wyraźnego podziału między dniem a nocą, co może doprowadzić do rozregulowania organizmu i zatracania poczucia czasu.


Pogoda w Arktyce zmienia się bardzo szybko. Należy o tym pamiętać planując wycieczkę za miasto, a w szczególności kilkudniowy czy kilkutygodniowy rejs jachtem. Przebywając na nieogrzewanym jachcie w arktycznych warunkach morskich pogoda jest szczególnie odczuwalna i potrafi bardzo doskwierać. Silny i mroźny wiatr, brak słońca czy gęste mgły mogą bardzo utrudnić rejs. Na lądzie warunki atmosferyczne również szybko się zmieniają. Podczas mojego pobytu na Spitsbergenie, który przypadł na drugą połowę sierpnia temperatura wahała się pomiędzy 0-10ºC, jednak ciepło nie było odczuwalne ze względu na dużą wilgotność, silny i mroźny wiatr, a także opady śniegu.


Inne w okresie letnim pozostają także aktywności oferowane turystom. Na terenie Longyearbyen działa kilka biur podróży, więc znalezienie wycieczki odpowiadającej naszym preferencjom nie będzie szczególnie dużym problemem. Skutery śnieżne są pozostawione w różnych miejscach w Longyearbyen i czekają na okres zimowy. Zimą skutery śnieżne są jedynym możliwym środkiem transportu pomiędzy poszczególnymi regionami Spitsbergenu, ale także stanowią dużą atrakcję turystyczną.


Latem natomiast najlepszym sposobem na poruszanie się pomiędzy różnymi miejscowościami na Svalbardzie jest droga morska. Lokalne biura turystyczne oferują w związku z tym wiele ciekawych wycieczek statkami, a dla bardziej wymagających turystów istnieje możliwość odbycia wyprawy kajakowej połączonej z biwakowaniem. Oczywiście do wyboru są eskapady jednodniowe jak i kilkudniowe. Wszystko zależy od tego co chcemy zobaczyć i jaką ilością pieniędzy dysponujemy. Za jednodniową wycieczkę statkiem do rosyjskich osad Pyramiden lub Barentsburg osoba dorosła musi zapłacić 1300 NOK (ok. 650 zł), dla seniorów obowiązuje zniżka o 300 NOK (ok. 150 zł). Atrakcje turystyczne nie ograniczają się tylko i wyłącznie do morskich wycieczek, wśród ofert lokalnych biur podróży są również wypady wspinaczkowe oraz przejażdżka psim zaprzęgiem. Ostatnią z atrakcji można szczególnie polecić w okresie zimowym, latem wózki na kółkach przyczepione do psiego zaprzęgu nie robią takiego wrażenia i nie dają takiej satysfakcji jak wypad za miasto dużymi saniami, zimą w głębokim śniegu. Warto pamiętać, iż pogoda w Arktyce zmienia się bardzo szybko i wycieczka może nie dojść do skutku w zaplanowanym terminie ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne. Agencje turystyczne przekładają wycieczki na inne terminy, dlatego nie warto decydować się na takie eskapady dzień przed wylotem ze Spitsbergenu.


Będąc na Spitsbergenie zdecydowanie warto zapoznać się z historią regionu. W Longyearbyen działają dwa muzea – Svalbardu oraz muzeum lotnictwa. Oba muzea w okresie letnim są czynne siedem dni w tygodniu od 10 do 17. O ile muzeum Svalbardu jest typową atrakcją turystyczną nastawioną na zapoznanie turystów z historią i specyfiką Arktyki o tyle muzeum lotnictwa jest prywatną inicjatywą działającą na zupełnie innych zasadach.


Niestety odwiedzając małe i bardzo skromne pod względem eksponatów oraz wiadomości muzeum lotnictwa natkniemy się na niezrozumiałe ograniczenia. Przy wejściu do budynku muzeum lotnictwa znajduje się informacja o zakazie fotografowania i filmowania oraz wnoszenia jakichkolwiek plecaków czy torebek. Niestety pracownik muzeum sprzedający bilety nie potrafił udzielić informacji czym jest podyktowany zakaz robienia zdjęć (nawet bez używania lampy błyskowej) i filmów w obiekcie. Taka polityka włoskiego właściciela muzeum jest niezrozumiała i nieuczciwa względem turystów, a w szczególności pasjonatów lotnictwa. Za wstęp do muzeum trzeba zapłacić 75 NOK (ok. 37 zł). Samo muzeum przedstawia głównie postać Umberto Nobile oraz plany jego lotu sterowcami Italia i Norge nad Biegunem Północnym.

Muzeum Svalbardu jest miejscem, które zdecydowanie warto odwiedzić. Można w nim zapoznać się z historią, uwarunkowaniami geograficzno-klimatycznymi oraz florą i fauną Arktyki. Szczególne miejsce w historii Spitsbergenu jak i powstaniu miasta Longyearbyen poświęcone jest górnictwu. W muzeum znajduje się również dział oferujący sprzedaż pamiątek i książek o tematyce polarnej opublikowanych w kilku językach obcych.


W Longyearbyen znajduje się kilka sklepów z odzieżą typowo norweską jak i outdoorową. Ceny są tutaj niższe niż w Norwegii, Spitsbergen jest bowiem strefą wolnocłową. W sklepach sportowych można dostać specjalistyczną odzież jak i sprzęt przeznaczony do wymagającej turystyki zimowej. W sklepach z odzieżą można również znaleźć oryginalne norweskie swetry z wełny. Ceny ubrań są wysokie, nawet jak na strefę wolnocłową. Za wełniany sweterek z norweskimi wzorkami trzeba zapłacić ok. 1600 NOK (ok. 800 zł), natomiast ceny za bieliznę termoaktywną Devolda zaczynają się od 300 NOK. Pamiętać jednak trzeba, iż są to rzeczy trudno dostępne w Polsce i bardzo dobre jakościowo, które będą nam służyć przez wiele lat.


Poza sklepami z odzieżą, w Longyearbyen znajdziemy kilka punktów oferujących sprzedaż pamiątek oraz jeden duży sklep ogólnobranżowy Svalbardbuttiken, w którym można kupić zarówno artykuły spożywcze jak i AGD. W sklepie tym jest również wygrodzona część Nordpolet, w której znajduje się jedyny punkt sprzedaży alkoholu w Longyearbyen. W celu dokonania zakupu alkoholu należy zabrać ze sobą boarding pass lub dowód na to, że jesteśmy turystami i w najbliższych dniach chcemy opuścić Spitsbergen. Przed wejściem do Nordpolet znajduje się informacja w czterech językach dotycząca ilości alkoholu jaką można kupić. Wszystkie limity sprzedaży alkoholu są surowo przestrzegane.


W Longyearbyen znajduje się pasaż handlowy Lompen, w którym można znaleźć sklepy z odzieżą i sprzętem sportowym, sklepiki oferujące pamiątki, dwie restauracje, aptekę, a na piętrze znajduje się salon fryzjersko-kosmetyczny oraz biblioteka miejska. Dodatkowo w pasażu Lompen działa bezprzewodowy i bezpłatny Internet.


Ciąg dalszy jeszcze nastąpi…


Arktykę zaczęłam poznawać kilka lat temu czytając duże ilości książek o wyprawach polarnych, regionach i ludziach. Miałam również okazję poznać polarników polskich jak i norweskich, a także chodziłam na różne prelekcje podróżnicze o tym zakątku świata. W zeszłym roku postanowiłam skonfrontować swoje wyobrażenie o Arktyce i wybrałam się na Spitsbergen w okresie zimowym. Svalbard urzekł mnie od pierwszej chwili, wtedy też pozostawiłam swoje serce w tej pięknej krainie i postanowiłam, że jeszcze do niej powrócę.


W tym roku udało mi się zrealizować swoje marzenie nie tylko o poznaniu Arktyki latem, ale również o zdobyciu żeglarskiego doświadczenia w trudnych i wymagających arktycznych akwenach. Zdecydowanie mam zamiar powracać w regiony arktyczne tak często jak to tylko będzie możliwe zarówno zimą jak i latem. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się opłynąć cały Svalbard jachtem, a zimą przejść Spitsbergen na nartach.


Tekst – Anna Niwczyk